Prokom Trefl Sopot - Anwil Włocławek 77:63

Jak drużyna gra razem to jest super - powiedział po czwartkowym meczu o postawie koszykarzy Prokomu Trefl prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Miał rację. Głównie dzięki temu sopocianie pokonali we własnej hali Anwil Włocławek 77:63. Po pięciu spotkaniach o mistrzostwo Polski prowadzą 3-2.
- Cenię Urlepa, ale w czasie finałów nie rozmawiamy. Może i lepiej, bo co on wyczynia, to nie da się opisać - mówi obrońca Prokomu Trefl Tomas Pacesas.
I rzeczywiście, z tym szkoleniowcem trzeba coś zrobić. Słoweński trener Anwilu w czwartek dał prawdziwy popis chamskiego zachowania. Zwłaszcza w pierwszej kwarcie, kiedy niemalże odpychał sędziów. W pewnym momencie zrugał nawet swoich współpracowników. Wspomniani sędziowie byli łaskawi. Dopiero w trzeciej kwarcie Urlep otrzymał przewinienie techniczne.
- Podczas pierwszej kwarty protestowałem, bo przewinienie popełnione przez Adama Wójcika zapisano Joe Crispinowi - tłumaczył po meczu już spokojnie Urlep.
To nie był jedyny kłopot włocławian podczas tej części. Uważali, że Wójcik po raz drugi faulował. Sędziowie stolikowi nie mieli jednak wątpliwości, nie przyznając racji Urlepowi.
W zespole Prokomu Trefl bohaterami byli w pierwszej kolejności Adam Wójcik i Goran Jagodnik, następnie Tomas Pacesas, Filip Dylewicz oraz Istvan Nemeth. Zresztą drugie 20 min miejscowi grali tylko szóstką zawodników (do wymienionych dochodził jeszcze Darius Maskoliunas).
Zanim gospodarze pokazali włocławianom jaka jest wartość sopockiej drużyny, brakowało im skuteczności. Szczególnie w rzutach spod samej dziury, po których piłka często turlała się po obręczy i spadała poza kosz. Co chwilę po hali przechodził jęk zawodu w wykonaniu kibiców.
Na początku drugiej kwarty Anwil prowadził nawet 22:13. W Prokomie Trefl zawodził znów Aleksandar Radojević, tracąc kilka razy piłkę. Po 20 minutach gospodarze mieli do odrobienia tylko 5 punktów (26:31), ale swoje zaczęli grać dopiero w trzeciej odsłonie.
Przewagę gości zmniejszył Filip Dylewicz, a później swój show rozpoczęli Jagodnik i Wójcik, umiejętnie kierowani przez Pacesasa. Wójcik trafił dwie trójki i sopocianie wyszli na prowadzenie 34:31. Pod naszą tablicą królował z kolei Jagodnik, raz za razem zbierając piłkę (14 zbiórek w spotkaniu, w rywalizacji zespołów 41:26 dla Prokomu Trefl), po niecelnych rzutach przeciwnika.
Kiedy Dylewicz po rzucie za trzy spowodował, że Prokom Trefl prowadził 49:39 wydawało się, że koszykarze Anwilu nie podniosą się. Tym bardziej, że pudłował Crispin. Swoje pierwsze punkty zdobył dopiero w 30 min (po faulu Nemetha wykorzystał trzy rzuty wolne).
Na początku czwartej kwarty, kiedy nadal Jagodnik królował na desce, a jeszcze raz trójką popisał sią Wójcik, było 57:44 dla sopocian. Niespodziewanie Anwil powrócił jednak do gry. Spowodowały to dwa przewinienia niegodne sportowca odgwizdane Dylewiczowi i Jagodnikowi. Także dwie straty piłki przez wspomnianą dwójkę pod własnym koszem.
Włocławianie najpierw zeszli na 6 pkt - 62:56, a w 38 min na 7 pkt - 68:61. W końcówce meczu sopocianie starali się grać długo i spokojnie, często kierując piłkę do Wójcika. Ten wykorzystywał trzy rzuty wolne, a kiedy Jagodnik popisał się efektownym wsadem - piłkę podał mu przez całe boisko Nemeth - nie było wątpliwości kto wygra w meczu nr 5.
Teraz drużyny mają kilku dni odpoczynku. Szóste spotkanie odbędzie się 1 czerwca we Włocławku. Wszyscy mamy nadzieję, że na tym zakończy się finałowa rywalizacja. Do zdobycia mistrzostwa Polski potrzeba czterech zwycięstw.



36 |1529 |155 |1818 |990 |1813 |1652 |162 |1740 |737 |