Prokom Arka Gdynia - Kujawiak Włocławek 1:0
Piłkarze Prokomu Arki Gdynia po sobotnim meczu mogą o sobie na pewno powiedzieć - my robimy swoje. Gdynianie, może bez futbolowych fajerwerków, dosyć pewnie pokonali Kujawiaka Włocławek 1:0 (1:0). Skromny sukces jest tym cenniejszy, że goście ciągle zaliczani są do grupy pościgowej, czyli zespołów które mogą dogonić żółto-niebieskich i odebrać im miejsce dające awans do ekstraklasy.
Zespół Kujawiaka, mimo że przed przyjazdem do Gdyni poniósł dwie porażki - w tym dosyć dotkliwą 0:4 ze Świtem - zagrał w sobotę bez respektu dla gospodarzy.
- Będziemy walczyć o zwycięstwo - zapowiadał przed spotkaniem trener włocławian Bogusław Baniak i słowa dotrzymał.
Goście ruszyli ostro do przodu, ale ich ofensywne zapędy kończyły się, dzięki uważnej grze Arki w obronie, w bezpiecznej odległości od pola karnego gdynian. Indywidualny aktorski popis Bartosza Grzelaka, który teatralnym padem i gestami mającymi na celu wymuszenie na arbitrze podyktowania rzutu karnego dla Kujawiaka, sędzia Krzysztof Słupik wycenił na żółtą kartkę dla napastnika gości. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, iż futbolowa centrala przysłała tym razem nad morze arbitra z grona sędziów pierszoligowych. I dobrze, niech futboliści Arki przyzwyczajają się do tego, co ich będzie czekało już za kilkanaście tygodni.
Gospodarze tymczasem bez strat przetrzymali ten pierwszy szturm Kujawiaka i sami wzięli się do roboty. Powodzenie przyniósł już pierwszy groźny atak w 23 minucie meczu. Na prawej stronie boiska dobre podanie otrzymał Andrij Griszczenko, dośrodkował, do piłki skakał z obrońcą gości Dariusz Patalan, ale futbolówka spadła za plecy obu zawodników. A tam, jakby zapomniany przez defensorów gości, spokojnie czekał Krzysztof Piskuła. Precyzyzyjny strzał tuż przy słupku i piłka znalazła drogę do bramki Kujawiaka. Piskuła znalazł się z kolei w objęciach kolegów, a Arka prowadziła 1:0.
Był to szósty w tym sezonie gol Piskuły, ale jednocześnie pierwszy zdobyty z gry. Pięć pozostałych pan Krzysztof zdobył z rzutów karnych. No, ale karne to temat wywołujący wśród działaczy Arki nerwowe reakcje, więc może lepiej o nich nie wspominać.
Bardzo emocjonująca była końcówka pierwszej połowy gry. Pomiędzy 41 a 44 minutą spotkania wynik mógł ulec zmianie. Pierwszą szansę na podwyższenie prowadzenia mieli gospodarze. Marcin Pudysiak dobrze dostrzegł wchodzącego w pole karne Griszczenkę i podaniem otworzył mu drogę do bramki. Griszczenko zdecydował się jednak na podanie piłki do lepiej ustawionego kolegi. Zamysł dobry, wykonanie gorsze i wszystko skończyło się na strachu bramkarza Kujawiaka Jakuba Skrzypca i udanej interwencji - tuż przed linią bramkową - obrońców gości.
W natychmiastowym kontrataku do remisu mogli doprowadzić piłkarze Kujawiaka, a konkretnie Marcin Klatt. Jego strzał z 11-12 metrów ofiarnym rzutem pod nogi zablokował własnym ciałem Sebastian Gorząd. Kilkadziesiąt sekund później bliski szczęścia był Grzelak. Efektownym zwodem oszukał dwóch obrońców gospodarzy i z 10 metrów strzelił obok słupka. Tak pech piłkarzy Arki, mieszał się ze szczęśliwym zakończeniem pierwszych 45 minut gry.
Druga połowa gdyńskiego meczu takich emocji już nie dostarczyła. Piłkarzom obu drużyn nie brakowało ambicji, chęci do zmiany wyniku, ale gra toczyła się najczęściej w okolicach środka boiska. Wyraźnie też uległa zaostrzeniu i trup na piłkarskim boisku w Gdyni słał się często i gęsto. Mowa oczywiście o faulach i interwencjach masażystów. Sędzia pokazał w tym spotkaniu aż 6 żółtych kartek, ale mógł po nie sięgać nawet częściej. Zamiast ładnej gry kibice mogli w pewnym momencie podziwiać nad gdyńskim stadionem efektownie wyglądającą tęczę.
Z boiskowych wydarzeń warto natomiast odnotować strzał z rzutu wolnego Ryszarda Remienia i skuteczną interwencję bramkarza Arki Michała Chamery. Komplet ligowych punktów pozostał w Gdyni, Arka jest coraz bliżej ekstraklasy. To po sobotnim meczu jest najważniejsze.