Kaszuby wygrały w Sztumie
POŁCHOWO. Nadspodziewanie łatwym sukcesem skończyła się wyprawa piłkarzy Kaszub Połchowo do Sztumu. Podopieczni Jarosława Kotasa wygrali z Olimpią 3:0.
- Jechaliśmy do Sztumu ze świadomością, że Kaszuby jeszcze nigdy tu nie wygrały, a przeciwnik znakomicie spisuje się w pucharze Polski, wygrał z Piastem Gliwice, minimalnie uległ Groclinowi - mówi trener połchowian. - Z drugiej strony to miał być sprawdzian naszych umiejętności. Czy po pięciu wygranych pod rząd jesteśmy już w takiej formie, że nie mamy się kogo obawiać?
Na boisku szybko okazało się, że ostatnie sukcesy Kaszub nie były przypadkowe. Już w 10 minucie Damian Lademann znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ale strzelił prosto w niego. Olimpia cofnęła się i przez pierwsze pół godziny praktycznie ani razu jej zawodnicy nie zagrozili bramce Fery. Natomiast goście atakowali coraz groźniej. W 27 minucie Jakub Gronowski po prostopadłym podaniu od Dybały znalazł się na czystej pozycji i z 20 metrów strzelił celnie do siatki obok wybiegającego bramkarza.
Kilkanaście minut później było już 2:0. Gronowski, który był najlepszym zawodnikiem na boisku, przedarł się pod bramkę Olimpii i podał do Stolca, który skierował piłkę do praktycznie pustej już bramki. W ostatnich minutach pierwszej odsłony czerwoną kartką został jeszcze ukarany jeden z zawodników gospodarzy, połchowianie mogli więc schodzić na przerwę w dobrych humorach.
- W szatni nie było jeszcze świętowania, choć znając już wynik Arki z Dzierzgoniem (2:0) wiedzieliśmy, że stawką naszego meczu jest pozycja wicelidera - przyznaje Jarosław Kotas. - Ale w Sopocie też do przerwy prowadziliśmy 2:0, a potem zrobiło się 2:2.
W drugiej połowie nadal mecz odbywał się pod dyktando gości. Zwłaszcza, że wkrótce boisko musiał opuścić kolejny gracz Olimpii ukarany czerwoną kartką. W 65 minucie Gronowski po raz kolejny minął trzech zawodników i podał do dobrze ustawionego Stolca, który ustalił wynik meczu na 3:0.
- To była kopia sytuacji po której padł drugi gol - mówi trener Kaszub. - Wynik został już przesądzony. do końca spotkania kontrolowaliśmy grę i mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji, po których jednak nie padła bramka.
Niestety, w 88 minucie Damian Lademann wykonał nieszczęśliwy wślizg, po którym nie dość, że dostał czerwoną kartkę, to jeszcze uległ poważnej kontuzji. Sędzia kartonikiem pożegnał więc zawodnika Kaszub, który bezpośrednio z murawy pojechał do szpitala.