Mistrz wrócił do domu

Zmęczony, ale szczęśliwy wrócił z Japonii wioślarz AZS AWFiS Gdańsk, Adam Korol. W Gifu wywalczył swój największy sukces w karierze. Jako szlakowy polskiej czwórki podwójnej - wraz z Markiem Kolbowiczem, Michałem Jelińskim i Konradem Wasielewskim - wywalczył tytuł mistrza świata. W poniedziałkowy wieczór wylądował na lotnisku w Rębiechowie.
- Podróż powrotna była prawdziwą gehenną - powiedział Korol. - Najpierw 300-kilometrową trasę z Gifu do Tokio pokonaliśmy autokarem w... siedem godzin. Później dwunastogodzinny lot do Wiednia. Stamtąd do Warszawy i wreszcie do Gdańska. W sumie - licząc też czas oczekiwania na lotniskach - podróż trwała 28 godzin. Po wyjściu z samolotu nogi miałem jak z waty.
- Ale sukces osiągnięty w Japonii chyba zrekompemnsował trudy podróży?
- Z pewnością. Muszę powiedzieć, że po zwycięstwie w Gifu poczułem się sportowcem spełnionym. Całą karierę czekałem na taki sukces.
- Nie było momentów zwątpienia?
- Gdzieś tam przemykała myśl o pechu podczas igrzysk w Atenach, kiedy to medal przegraliśmy o siedem setnych sekundy. Teraz byliśmy jednak skoncentrowani od początku do końca. Pasowało nam nawet drugie miejsce w eliminacjach, bo trafiliśmy do teoretycznie łatwiejszego wyścigu półfinałowego. Ten wygraliśmy, podobnie jak decydujące starcie. Niech nikt jednak nie myśli, że było łatwo. Złoty medal, okraszony nieoficjalnym rekordem świata, kosztował nas mnóstwo wysiłku.
- W porównaniu ze startem w Atenach, skład osady zmienił się o 50 procent. Oprócz pana, w Gifu startował także Marek Kolbowicz. Michał Jeliński i Konrad Wasielewski to nowe twarze. Można więc powiedzieć, że młodzież spisała się nad wyraz dobrze.
- Obaj idealnie uzupełnili skład. Doskonale się dopasowaliśmy i przyszedł efekt w postaci złotego medalu. A chcę od razu dodać, że obsada mistrzostw świata była lepsza niż igrzysk w Atenach. Takie jest przynajmniej zdanie fachowców. Rosjanie, Ukraińcy i Czesi - czyli osady, które w stolicy Grecji stanęły na podium - tym razem musieli obejść się smakiem. Wioślarze z dwóch pierwszych krajów nie awansowali nawet do finału A. Tym razem najgroźniejsi okazali się Słoweńcy i Estończycy.
- Co w głównej mierze zadecydowało o waszym sukcesie w Japonii?
- Poza szczęściem, chyba także modyfikacja treningu. Do dwóch dni przed pierwszym startem ćwiczyliśmy bardzo intensywnie. W Atenach na przykład zmniejszyliśmy obciążenia na tydzień przed rozpoczęciem rywalizacji. To był chyba błąd. Druga ważna sprawa to wystarczający okres aklimatyzacji. W Japonii przebywaliśmy trzy tygodnie. Najpierw mieliśmy obóz w Minokamo, gdzie wcale nie ćwiczyliśmy na torze wioślarskim. Mieliśmy do wyboru jedynie rzekę. Ale przede wszystkim musieliśmy przyzwyczaić się do niesamowitej wręcz wilgotności powietrza i wysokich temperatur przy zachmurzonym niebie. Udało się, co było bardzo ważne.
- Po Atenach zastanawiał się pan nad kontynuowaniem kariery, twierdząc, że ciężko będzie znaleźć motywację do startów przez następne cztery lata. Rozumiem, że teraz to do igrzysk w Pekinie zdoła pan dopłynąć?
- Bardzo wiele uzależniałem właśnie od startu w Gifu. Przekonałem się, że wykonana praca miała sens. Pekin? To jeszcze odległa mimo wszystko perspektywa, choć z pewnością kusząca. Zatliła się nadzieja, że można powtórzyć tam wynik z Gifu...
- W Japonii reprezentacja Polski wypadła nadspodziewanie dobrze. Pięć osad w finałach, dwa medale.
- Rzeczywiście. Nasze złoto jest dopiero drugim w historii polskiego wioślarstwa na tego typu imprezie. Wcześniej na najwyższym podium stawali jedynie Robert Sycz oraz Tomasz Kucharski. Robert teraz wywalczył brąz w dwójce podwójnej wagi lekkiej, startując z Pawłem Rańdą. Tym samym udowodnił, że mocny jest nie tylko w parze z Tomkiem.
- Ile pan zarobi za mistrzostwo świata?
- Tego nie wiem. Ani polska, ani światowa federacja nie przewiduje premii za tytuł. Na pewno jednak ?wskoczę? na najwyższe stypendium olimpijskie.
- W Japonii gościł pan po raz pierwszy. Jak podobało się w Kraju Kwitnącej Wiśni?
- Klimat był koszmarny, ale poza tym odniosłem same pozytywne wrażenia. Ludzie bardzo mili i uczynni. Kuchnia rewelacyjna. Japończycy nie jedzą dużych porcji, lecz podają jedzenie w sposób niezwykle wykwintny. Bardzo przypadło mi to do gustu.
- Teraz pewnie przyjdzie czas na odpoczynek?
- Dam sobie dwa miesiące luzu. Będę oczywiście coś robił, ruszał się. Ale z wiosłami nie będzie to miało nic wspólnego. Dopiero od zimy wskoczę z powrotem w znany mi kierat. Ale wiem, że warto to robić. Skoro później zbiera się takie plony jak w Gifu...
- Poświętowaliście trochę po tym złotym medalu?
- Niespecjalnie, bo nie było na to zbyt wiele czasu. O szesnastej znaleźliśmy się w hotelu, musieliśmy się spakować, bo o północy mieliśmy samolot. Zdołaliśmy jednak uczcić sukces butelką whisky.
Rozmawiał



928 |1964 |133 |1245 |1148 |326 |1105 |1910 |63 |1335 |